|
Wiersze Jonasza Kofty
*
A my jak dzieci *
Autobusy zapłakane deszczem *
Dobry sen *
Jak pięknie by mogło być *
Jej portret *
Milczenie *
Pamiętajcie o ogrodach *
Podróżą każda miłość jest *
W moim domu *
Nie umiem być sam *
Co to jest miłość
A my jak dzieci
Wiosennej burzy zielona grzywa
Horyzont smuży, bruki obmywa
Skaleczy serce bolesna drwina
Świat się nie konczy i nie zaczyna
Oby nam dane było najwięcej
Otwarte oczy i czułe serce
Jest frasobliwa radość istnienia
Kto nie przeżywa świata nie zmienia
Tak długa droga jeszcze nas czeka
Autobusy zapłakane deszczem
Autobusy zapłakane deszczem
Wożą ludzi od siebie do siebie
Po błyszczącym mokrym asfalcie
Jak po czarnym gwiaździstym niebie
Od tygodnia leje w tym mieście
Ścieka wilgoć po sercu i palcie
Z autobusu spłakanego deszczem
Liczę gwiazdy na mokrym asfalcie
Autobusy zapłakane deszczem
Przepływają w hamulców piskach
Po zmęczonych grzbietach ich dreszczem
Autobusy zapłakane deszczem
Mają takie sympatyczne pyski
Dobry sen
Ty sam to wszystko czytasz?
Zaraz opowiem Ci, kochanie
W którym jest wszystko tak piękne
Jak pięknie by mogło być
Na ziemi wiecznie zielonej
Wystarczy wiedzieć, gdzie wstaje świt
I pójść, i pójść w tę stronę
Wśród szczęku broni, zgiełku spraw
Krzyczą Kasandry wszystko wiedzące:
Tu mądrość świata na nic się zda
Tu trzeba umieć spojrzeć w słonce
Ziemia jest wielką jabłonią
Starczy owoców, wystarczy cienia
Dla tych, co pod nią się schronią
Bo przecież jesteśmy ludźmi
Jest sen zbyt straszny, aby go śnić
Wśród krwi, pożogi toczy się gra
Codziennie jest Sąd Ostateczny
Tu mądrość świata na nic się zda
Musimy znów stać się dziećmi
Ziemia jest wielką jabłonią
Starczy owoców, wystarczy cienia
Dla tych, co pod nią się schronią
Jak pięknie by mogło być...
Przecież tak dobre jest życie
Jej portret
Ocalę wszędzie Czy będziesz przy mnie
Gdy powiesz do mnie kiedyś
Milczenie
A on z uporem wciąż mi towrzyszy
W tym świecie bujnym w błache zachwycenia
Tylka ta mowa przystoi miłości
Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton
Podróżą każda miłość jest
Podróżą każda miłość jest
Za dużo każda miłość chce
Choć gubią nas bezdroża serc
Podróżą każda miłość jest
Co różą wiatrów znaczy cel
Poniesie nas, gdzie, - nie wie nikt
Czasu coraz mniej do odjazdu
Coraz większy lęk przed złą gwiazdą
Szansa, by z serca zetrzeć kurz
Podróżą każda miłość jest
Co różą wiatrów znaczy cel
Poniesie nas, gdzie, - nie wie nikt
Bez miłości czas policzony
Los nam bilet dał w jedną stronę
A na drogę w nieznane - nadzieję...
Że znajdziemy ją, jeśli istnieje...
Podróżą każda miłość jest
Co różą wiatrów znaczy cel
Poniesie nas, gdzie, - nie wie nikt
W moim domu
Tyle lat jesteśmy razem, miłą, wybacz
Ale wszystko tak jak trzeba chyba nie jest
Gdy musimy się codziennie przekonywać
Że ty dla mnie, ja dla ciebie, istniejemy
Przecież nie mam żadnej innej poza tobą
I mieć nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna
Naszym sercom zagroziła, tak jak słowem
Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna
To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój
A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić
Ale wiesz, bywają różne pory roku
A tak życia jak tapczana nie ustawisz
Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie
Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie
Ja dla ciebie chyba chyba zawsze byłem durniem
Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie
Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła
Która dla mnie byłoby nie do zniesienia
Jeśli rzecz nam jaka serca podzieliła
To naiwne i tchórzliwe przemilczenia
Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów
Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę
Chyba prawo mam, by w moim własnym domu
Więcej w oczy mi patrzono, mniej na ręce
Wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy
Chociaż życie nam układa się nieprosto
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami
Nie umiem być sam
Gdy własne serca słyszycie
Gdy puste niebo, ustał wiatr
Kwiat boi się, że zwiędnie
W tej ciszy silniejszej ode mnie
Nareszcie, jak trzeba żyć
Ten strach wobec własnych marzen
To ja? Czy jakiś ktoś tam
Ta cisza jest dla mnie za głośna
Co to jest miłość
Czemu |