Nauczycielom
lub Dobroczyncom w dniu imienin
***
Nie
jest to głos godnemi brzmiący Ci pochwały,
Ni
obłuda w pochlebne przystrojona słowa;
Umysł
mój wdzięczną pamięć dobroczyncom chowa
Kadzidłom
za wysoki, do pochwał za mały.
~~~
Szacunek, jaki Twoje przymioty zjednały,
I
miłość, której, żadna nie skreśli wymowa,
Te
Ci w dan składać zawsze chęć moja gotowa,
Zanim
potrafi złożyć dar większy i trwały.
~~~
W
dolinie się zatoka rozlała szeroko,
Szumią
jej bystre nurty i rzeki hołd niosą,
I
zewsząd z pól daniny spływają jej winne;
Drobny
strumyk pod bliską wytryska opoką,
Rodzinny
kraj i smugi czystą skrapia rosą,
Maluczki
niesie datek i składa jak inne.
***
Ciężko
sierocie bez ojca i matki
W
niepewne życia puszczać się zawody.
A
imię ojca droższe niż dostatki,
A
imię matki słodsze jest, niż miody.
Szczęśliwe
dzieci, co rodziców mają!
Błogo
im, błogo!—i wśród niskiej chatki
Bezpiecznie
pod ich opieką wzrastają,
Bo
ramię ojca za twierdzę im stanie,
A
praca jego za włości i krocie,
A
serce matki, pieszczota, kochanie,
Najsłodsze
życia zastąpi łakocie.
Ja
nie znam, co to są pieszczoty matki!
Ty
mnie sierotę w swe przyjęłaś progi,
I
między własne policzyłaś dziatki.
Kształcisz
mię, uczysz przyszłej życia drogi,
Czułej
opieki dajesz przykład rzadki.
Za
tyle staran, poświęcenia tyle,
Kocham
Cię Pani sercem wdzięcznej córki,
I
będę, póki nie zasnę w mogile
Do
Zbawiciela odmawiać paciorki,
Aby
na Ciebie miłościwie baczył.
Za
czułą litość dla biednej sieroty.
Zdrowiem
i szczęściem obdarzać Cię raczył,
I
usnuł z liczby dni Twoich wiek złoty!
***
Pracowałeś
tak wesoło,
Rozkrzewiałeś
wiadomości,
By
rozkwitło moje czoło
Światłem
cnoty i mądrości.
Tyś
rozwiązał oczy moje,
Wlałeś
we mnie myśli roje.
Szedłem
w nocy wpośród mroku,
Błądząc
za prawdy promieniem,
Zobaczyłem
przy Twym boku
Prawdę
z jaskrawym płomieniem.
Ta
mnie żywi, rozpłomienia,
Wlałeś
we mnie Twoje tchnienia.
Czemże
Ci się dziś wywdzięczę,
Żeś
dał życie mojej duszy?
Za
to tylko Ci zaręczę,
Że
choć czas i skały kruszy,
Mego
serca nie odmieni
Nie
zgasi cnoty płomieni!
***
Błysła
zorza różanna,
Błysnął
pogodny dzien:
We
mnie radość nieznana.
Wybiegłam
zaraz z rana
W
ogrodowy cien.
Tam
najlepszych szukałam,
Róż
Ci na bukiet rwać;
Wyszukałam,
związałam,
I
Tobie je wnet chciałam,
Na
ofiarę dać.
Rada—jak
prędkie strzały,
Jak
prędki wiatru świst,
Przebiegłam
ogród cały;
A
z róż mych pospadały,
Po
listeczku list.
Ot
i już po moim darze,
Już
po mych różach, już
Z
czemże Ci się pokażę?
Co
Ci dam dziś w ofiarze?
Gdy
niemam więcej róż!
Mam
serce, róże miałam
I
nic więcej, jak wiesz…
Po
różach zapłakałam,
Bo
Ci dziś nic nie dałam.
Bierz
serce więc, łzy bierz!
***
Godny
Mężu! Twój uczen w tych szanownych gronie
Ma
tylu Ci przychylnych życzenia wysłowić.
Przebacz!
Jeźli nie zdoła, co czuje, wymówić:
I
pomnij, że cześć prawa milczy w szczerem łonie.
Lecz
czczy wyraz nie łechce wielkodusznych ludzi.
Na
serce, nie na usta, patrzaj Mężu godny,
Tem,
że Cię poważamy, pozór Cię nie złudzi,
Tam
znajdziesz Twych poświęcen pomnik niezawodny.
Szczęście
ludzkości Twojem świętem powołaniem,
Poświęciłeś
wiek cały dla dobra młodzieży,
Tobie,
winna, że czuje, sądzi, myśli, wierzy,
Tobie!—bo
to za Twojem poznała staraniem.
Niech
Ci więc Panie, szczęście, coś go godzien świeci,
Żyj
w niezliczone lata dla Twych przyjacieli,
Żyj
dla zacnej małżonki, żyj dla drogich dzieci,
To
głos wdzięcznego ucznia i Twoich czcicieli.